Pij mleko! Będziesz kaleką

Polecam artykuł na temat mleka, gdzie można się dowiedzieć faktów i zobaczyć jak reklama wypacza prawdę. :
Zawarte w mleku składniki powodują uszkodzenie wielu narządów wewnętrznych człowieka
Pij mleko, będziesz wielki jak Kayah albo Bogusław Linda – przekonują reklamy. Guzik prawda. Krowie mleko to nie przepis na karierę dla dziecka, ale na jego kłopoty.

O zaletach mleka zapewniają polskie dzieci twórcy najgłośniejszej dziś społecznej reklamy, politycy i oczywiście koncerny mleczarskie, którym publiczna akcja jest wyjątkowo na rękę.

Dziewczynka z reklamy jest nieśmiała, szczerbata i pewnie od dawna siedzi w ostatniej ławce. Kiedy przyznaje się klasie, że chciałaby zostać piosenkarką, dzieci wybuchają śmiechem. Dziewczynka wypija szklankę mleka i po latach zostaje gwiazdą popu. Przesłanie jest jasne.

Moda na picie

Akcja ruszyła we wrześniu 2002 roku i trwa do dziś. Jej organizator – Międzynarodowe Stowarzyszenie Reklamy, za swój cel uznał „intensyfikację działań profilaktyki osteoporozy poprzez wykreowanie mody na picie mleka”. Inaczej mówiąc – jak będziesz miał ciepły stosunek do mleka, nie będziesz w przyszłości chodził o kulach. Stowarzyszenie promuje mleko za darmo.

– Firmy reklamowe postrzegane są często jak krwiopijcy – przyznaje Paweł Kowalewski, wiceprezes Stowarzyszenia. – Postanowiliśmy to zmienić. Mleko, którego spożycie drastycznie w Polsce spada, wydało nam się odpowiednie.

W promocyjną machinę wciągnięto telewizję, rozgłośnie, gazety. I gwiazdy z pierwszych stron kolorowych czasopism. Nie tylko Kayah i Bogusława Lindę, ale też mistrza kierownicy Krzysztofa Hołowczyca i polską snowboardzistkę Jagnę Marczułajtis. Urodę Jagny można podziwiać w multipleksach, tuż przed pokazami „Starej baśni”.

– Nie wahałam się ani chwili – zapewnia snowboardzistka. – To był wspaniały i oryginalny pomysł. Poza tym bardzo lubię mleko.

Nie tylko ona. Lubi je także mistrz świata w skokach narciarskich, Fin Veli-Matti Lindstroem, który w prasie i telewizji postanowił (choć już nie za darmo) promować… polskie świeże mleko. Moda na mleko przeniosła się z telewizji na ulicę. We wrześniu posłanka SLD Sylwia Pusz wraz z wolontariuszami w białych kitlach rozdała na poznańskich przystankach autobusowych cztery tysiące kartoników mleka, także czekoladowego.

W promocję napoju od polskiej krowy włączyła się nawet część lekarzy. Zagrzmieli, że dzieci piją mleka za mało i że to źle się skończy.

Na usługach koncernów

Ale nie wszyscy medycy tak myślą. Jednym z nich jest doktor Eugeniusz Zbigniew Siwik, autorytet w dziedzinie ginekologii i położnictwa, twórca pierwszej w Polsce Kliniki i Szkoły Porodu Naturalnego. Z zamiłowania dietetyk.

– Medycyna bierze dziś udział w jednym z największych oszustw ostatniego stulecia – twierdzi. – Jest na usługach koncernów, którym nie zależy na zdrowiu dzieci, tylko na pieniądzach. Lekarze nabrali wody w usta, bo tak jest bezpieczniej.

Siwik używa mocnych słów. Twierdzi, że zawarte w mleku składniki powodują uszkodzenie wielu narządów wewnętrznych człowieka, nieodwracalne zmiany w układzie naczyniowym, sercowym i kostnym.

– Mleko, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie wzmacnia kości, tylko je osłabia. Zawarte w nim białko wypłukuje wapń z organizmu. Mleko krowie to najlepszy przepis na wózek inwalidzki – grozi.

– Jeśli wierzymy, że mleko to źródło wapnia chroniącego przed osteoporozą (osłabieniem kości), musimy pamiętać, że osteoporoza jest najbardziej rozpowszechniona w regionach świata o wysokim spożyciu mleka, np. w Europie Północnej, Kanadzie i USA – zauważa również Annemarie Colbin, autorka książki „Osteoporoza”.

Kilka lat temu zrzeszająca pięć tysięcy członków międzynarodowa organizacja Lekarze na Rzecz Medycyny Odpowiedzialnej wydała oświadczenie, w którym ostrzega przed piciem mleka. Lista przeciwwskazań jest długa.

Zasadniczym powodem sprzeciwu wobec białego eliksiru jest przekonanie, że człowiek, podobnie jak pozostałe ssaki, przystosowany jest do spożywania mleka tylko w okresie niemowlęcym.

– Człowiek nie krowa, czterech żołądków nie ma – twierdzi Mariusz Gawlik, lekarz ze Stargardu Szczecińskiego, przez lata pracujący na dziecięcym oddziale laryngologicznym. – Mały człowiek nie jest cielęciem, które potrzebuje innego składu witamin i minerałów niż wolno rozwijający się ludzki organizm. Z tego powodu picie mleka krowiego jest patologią. I przyczyną setek chorób.

Mleko krowie nie jest dobrze przyjmowane przez ludzki organizm. Tego argumentu nie odpierają nawet zagorzali jego zwolennicy.

– Nietolerancja laktozy to poważna i, niestety, częsta komplikacja. Sam też mleka nie toleruję – przyznaje nawet Waldemar Broś, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Spółdzielni Mleczarskich.

Lekarze z międzynarodowej organizacji LMO twierdzą, że 80 procent ludzkości mleka po prostu nie trawi. W Polsce, gdzie tradycja picia mleka jest długa, problemy z przyswajaniem cukru mlecznego, zwanego laktozą, ma połowa obywateli.

Z badań doktor Doroty Szostak-Węgierek z Instytutu Żywienia i Żywności w Warszawie wynika, że prawie 20 procent polskich dzieci ma niedobór enzymu trawiącego laktozę. – Objawy nietolerancji mleka mogą ujawniać się nawet po latach – twierdzi dietetyczka.

Proszę, nie pij

Nie chodzi jednak tylko o laktozę. W 2001 roku nowozelandzki badacz doktor Corrie McLachlan ogłosił wyniki badań, z których wynikało, że mleko, a właściwie zawarta w nim kazeina (rodzaj białka), jest przyczyną chorób serca. Wnioski naukowca umieszczono w międzynarodowym internetowym serwisie o wymownej nazwie „No milk page” (strona bez mleka). Do odwiedzenia serwisu, na którym znalazło się wiele publikacji, ostrzegających ludzi przed piciem mleka z różnych powodów, do dziś zachęca na swojej stronie internetowej zespół lekarzy III Kliniki Chorób Dziecięcych Akademii Medycznej w Białymstoku.

Złudzeń nie pozostawia także Frank Oski, profesor pediatrii z renomowanej John Hopkins School of Medicine, który w trosce o zdrowie dzieci napisał nawet książkę „Proszę, nie pij mleka”.

Ale polskie dzieci piły mleko i piją nadal.

Katarzyna Woleńska jest nauczycielką. Ma 28 lat i koszmarne wspomnienia z dzieciństwa.

– W moim domu panował kult mleka – mówi. Śniadanie kończyło się dla Woleńskiej dość schematycznie. Wymioty, biegunki, wysypka. Rodzice podejrzewali uczulenie, więc wyrzucili z jej jadłospisu pomidory i truskawki, choć je uwielbiała. Alergię na mleko wykryto u niej, kiedy dostała się na studia. Za późno. Była już astmatyczką.

– Mleko jest jednym z najgroźniejszych alergenów pokarmowych. Ma aż pięć składników, które mogą być fatalnie tolerowane przez człowieka – przyznaje profesor Edward Tadeusz Zawisza, jeden z najwybitniejszych polskich alergologów.

– Ale groźne mogą być także zanieczyszczenia mleka, takie jak penicylina i białka pszenicy.

Zdobycz bakterii

– Polskie mleko jest już czyste i wciąż naturalne – zapewnia Waldemar Broś. – Z drugiej strony krowa nie jest maszyną, tylko żywych organizmem. Zdarza się, że zachoruje, pobrudzi się.

Broś nie chce wracać pamięcią do wczesnych lat 90., kiedy kontenery z polskim mlekiem w proszku służby celne innych krajów uznawały za radioaktywne. I późnych lat 90, kiedy inspektorzy Unii Europejskiej natknęli się w Polsce na rzekę brudnego mleka, z gronkowcem w tle. Dziś polskie mleko spełnia normy UE w ponad 80 procentach. Zgodnie z normami mleko klasy ekstra powinno zawierać nie więcej niż sto tysięcy bakterii. – Nawet jeśli jest ich więcej, to i tak znikają pod wpływem pasteryzacji – zapewnia Broś.

Ale Tomasz Nocuń, internista, ostrzega, że proces pasteryzacji zamienia mleko w zupę pełną martwych, toksycznych bakterii, które zatruwają organizm. I powodują kolejne alergie.

Alergolog, profesor Zawisza leczy ludzi uczulonych na mleko od dziesięcioleci. Liczba pacjentów z każdym rokiem powiększa się. Dla niektórych mleczna euforia kończy się śmiercią. Jak dla leczonego przez alergologa dyplomaty, którego na przyjęciu poczęstowano ciastkiem, w skład którego wchodziło mleko. Udusił się.

Nie leczona alergia na mleko nie zawsze kończy się zgonem, ale może kończyć się poważną chorobą. Z chorobami oczu włącznie. – Przewlekłe alergie pokarmowe, w tym także alergia na mleko, mogą pośrednio prowadzić do schorzeń ocznych, z zapaleniem rogówki oka włącznie – przyznaje doktor Anna Ambroziak ze Szpitala Okulistycznego w Warszawie.

Profesor Zawisza zauważa, że problem byłby łagodniejszy, gdyby Polska nie była krajem rolniczym, w którym mleko uznawane jest za podstawę pożywienia. Jesteśmy szóstym co do wielkości producentem mleka w Europie (7 mld litrów rocznie).

Mleka pije się mało w Afryce, prawie nie pije w Chinach i Japonii. – W samym tylko Kioto żyje czterysta osób, które ukończyły sto cztery lata życia. To ponad dwa razy więcej niż w całych Stanach Zjednoczonych – wyjaśnia Eugeniusz Zbigniew Siwik. – Ci ludzie są długowieczni, bo nie znają smaku mleka.

Zdrowie na sercu

Najwięcej piją mleka Amerykanie i Finowie. I tam notuje się najwięcej przypadków chorych na serce i cukrzycę. W Polsce mleko stało się towarem politycznym. Sloganem „Szklanka mleka dla każdego ucznia” rząd Leszka Millera postanowił zdobyć poparcie społeczne. I mleko zagościło w szkołach na dobre.

– Podawanie dzieciom w wieku szkolnym mleka skazuje je na choroby i cierpienia – zapewnia Eugeniusz Zbigniew Siwik. – Mamy jak w banku, że w przyszłości wiele z nich będzie zawałowcami.

A zbuntowany lekarz Tomasz Nocuń dodaje, że trudno mu uwierzyć w szlachetne intencje pomysłodawców akcji „Pij mleko”. – Stworzono wielką reklamową machinę, która napędzać ma jedynie koniunkturę dla firm mleczarskich – twierdzi.

Producentom mleka sprzyjają także rządowe programy. Polscy producenci mogą starać się o dotację z Funduszu Promocji Mleczarstwa. Ta przychylność władz spowodowana jest, formalnie, troską o dobro dzieci i młodzieży. Takiej polityce, opartej na przekonaniu, że bez szklanki mleka dziennie polskie dziecko wyrośnie na półgłówka i inwalidę, sprzyjać mają badania. I tak Instytut Żywności i Żywienia odkrył, że jadłospis polskiego jedenastolatka zaspokaja połowę dziennego zapotrzebowania na wapń. Co oznacza, że większość jedenastolatków będzie w przyszłości chorować na osteoporozę. A tą zagrożonych jest dziś dziewięć milionów Polaków.

Naukowcy z organizacji Lekarze na rzecz Medycyny Odpowiedzialnej podnoszą, że istnieje zależność między insulinozależną cukrzycą (zwaną inaczej młodzieńczą) a alergią na mleko, a konkretnie zawarte w nim albuminy (czyli grupy białek rozpuszczalnych w wodzie). I znów – największy odsetek osób chorych na cukrzycę młodzieńczą notuje się w Finlandii, tam, gdzie dzieciom wmawia się mleko pod każdą postacią.

Adamowi Karbiszowi z Krakowa też wmawiano. Karbisz jest właścicielem firmy poligraficznej. Ma 34 lata i większość wakacji spędził na koloniach. – Podstawą jedzenia były placki ziemniaczane, mielony i mleko – przyznaje. – Wychowawcy byli sympatyczni i fanatyczni. Nie pozwalali odejść od stołu, jeśli szklanka z mlekiem nie była pusta. Przez wiele kolejnych lat chorowałem na przemian na anginę i zapalenie uszu.

Karbisz przestał jeździć na kolonie, bo zaprzyjaźniony z rodziną lekarz domyślił się przyczyny kłopotów zdrowotnych dziecka. – Był odważny w poglądach, to i miał poważne problemy z utrzymaniem pracy. Lekarz, który jest wrogiem mleka, staje się wrogiem ludu – twierdzi mężczyzna.

Ale lekarz Karbisza nie był wielkim odkrywcą. Pionier nauki o żywieniu doktor Max Bircher-Benner o szkodliwości mleka trąbił już pod koniec XIX wieku (dziś w Zurychu istnieje słynna klinika jego imienia). Twierdził, że mleko powinno być najwyżej dodatkiem do diety. Wyjątkiem są, według niego, łatwiej przyswajalne dla człowieka kwaśne produkty mleczne (jogurty, sery) i mleko pełne, prosto od krowy karmionej trawą.

Ewa Wachowicz, z zawodu technolog żywienia, kiedyś Miss Polonia, dziś producent programów telewizyjnych i matka małej Oli, kupuje mleko prawie wyłącznie od kobiety ze wsi.

– Tylko takie jest wartościowe – uważa. – W życiu nie podałabym dziecku produktu z napisem UHT. Skład mleka, podgrzewanego do tak wysokich temperatur budzi wątpliwości. Białko ścina się i nie wiemy do dziś, jaki może to mieć wpływ na zdrowie. Nie przypuszczam, by był pozytywny.

Zupa z bakterii

– Każdy chciałby mieć własną krowę pod blokiem i doić ją według potrzeb – mówi Waldemar Broś. – Ale to niemożliwe. Musimy dostosować się do wymogów cywilizacyjnych i podgrzewać mleko, by miało dłuższą wartość. Prawda, zabijamy też dobrą florę bakteryjną, ale to koszty cywilizacji.

Część naukowców uważa jednak, że mleko i tak trzeba pić, bo ma dużo cennych wartości.

– Jest wiele produktów, bogatszych w witaminy i minerały – zapewnia Barbara Bachurska, lekarz pediatra z Katowic. – Mitem jest także przekonanie, że mleko zawiera mnóstwo drogocennego wapnia. Znacznie więcej ma go plaster żółtego sera.

To wariaci

– Przestaliśmy słuchać natury – uważa Eugeniusz Zbigniew Siwik. – Stworzyliśmy przemysł, który powoli, ale skutecznie nas zabija. Siwik twierdzi, że w swoich poglądach, nawet w Polsce nie jest już osamotniony. – Ci, którym zależy na zdrowiu dzieci, będą mówić coraz głośniej. Będą mówić o podstępnej „białej śmierci”, którą w imię niezrozumiałych racji wynosi się pod niebiosa – zapewnia.

– Zastanawiam się nad pewną kontrakcją. Nad tym, czy nie wytoczyć procesu Kayah i Lindzie, oskarżając ich o szerzenie kłamliwych i szkodliwych poglądów. A przynajmniej nad tym, czy nie spróbować postawić przed sądem tych, którzy namówili piękne i sławne osoby do tej tragicznej w skutkach reklamy?

Na przeciwników mleka patrzy się jak na złoczyńców albo wariatów. – Oni są chyba nienormalni? – zastanawia się Jagna Marczułajtis. – Przecież gdyby mleko było niezdrowe, to nie byłoby go w sklepach!

Wybaczamy dziwaczne poglądy joginom, taoistom i mieszkańcom Polinezji. Gdy do głosu dochodzą polscy lekarze, ich poglądy uznajemy za obrazoburcze. To wariaci. Mleko jest przecież rzeczą świętą. Niepodważalną jak rosół, schabowy i karp na wigilię. Wiedzą o tym dorośli i wiedzą dzieci. Zwłaszcza te, którym marzy się kariera i które do picia mleka zostały namówione przez wielkie gwiazdy. Ale jaka jest prawda?


Kulisy nr 42/2003

 

Artukuł pochodzi ze strony : www.wegetarianie.pl/Article1099.html

Zdrowe odżywianie

Każdy z nas wie, że istnieją pewne zasady żywieniowe, które są podstawą. W zależności od rodzaju diety możemy spożywać więcej lub mniej węglowodanów, białek lub tłuszczy. Nie zmienia to jednak faktu, że są pewne zasady nadrzędne, niezależne od rodzaju diety.

Do takich podstawowych zasad należą m.in.:

  • nie łączenie tłustego z kwaśnym
  • nie popijanie posiłków (szczególnie tłustych zimnymi napojami)
  • jedzenie owoców przed posiłkami zamiast po
  • nie jedzenie posiłków po godzinie 19:00
  • nie jedzenie tłustych przed 10:00 rano
  • nie łączenie węglowodanów z białkami

Można by było pomyśleć, że nieda się zapamiętać tych wszystkich zaleceń, a tym bardziej stosować ich w praktyce.
Nic bardziej mylnego. Nikt przecież nie mówi, że trzeba od razu zapamiętać wszystko.
Można zacząć od tego, by nie łączyć np. tłustego z kwaśnym a po tygodniu spróbować dołączyć do tego następną zasadę. Tym sposobem w 2 miesiące zaczynamy zupełnie zmieniać swoje przyzwyczajenia żywieniowe i żyjemy znacznie zdrowiej.

Łączenie tłustego z kwaśnym

Gdy do naszego żołądka dostanie się tłuste pożywienie zostaje wysłany sygnał, że potrzebna jest żółć. Z tłustym jednak wpada też kwaśne jedzenie. W tym momencie zostaje wysłany sygnał żeby zablokować napływ żółci. Nasz organizm dostając dwa sprzeczne sygnały zaczyna z jednej strony pompować żółć, z drugiej zaś zamyka możliwość dostarczenia jej, narażając nasz organizm na uszkodzenia wewnętrzne.

Można to trochę porównać do sytuacji w której wypijemy dużo wody (lub piwa) i pomimo że strasznie chce nam się siku, próbujemy powstrzymać się od sikania.

Dodatkowo nietrawiony tłuszcz z powodu braku żółci zalega nam w jelitach, co powoduje kolejne groźne choroby. Jeżeli tego typu atrakcje serwujemy naszemu organizmowi raz na jakiś czas, to zapewne nie zauważymy negatywnych skutków. Nic jednak nie pozostaje bez znaczenia dla naszego organizmu i w przyszłości może nam się „odbić czkawką” takie traktowanie własnego żołądka. Jeżeli jednak serwujemy regularnie takie atrakcje, możemy być pewni że wcześniej czy później dopadnie nas zemsta naszego ciała w postaci np. ataku woreczka żółciowego. Ci którzy to przeżyli, zapewne chętnie cofnęli by czas i zrezygnowali z takiego jedzenie gdyby wiedzieli co ich czeka.

Popijanie posiłków

W zimie gdy nasze mięśnie są wychłodzone (zgrabiałe ręce) to mamy problem z prawidłowym działaniem naszego ciała. Podobnie sprawa wygląda gdy zaczynamy popijać posiłki. Po rozpoczęciu trawienia nasze narządy (żołądek i jelita) rozgrzewają się podczas pracy. Dlatego właśnie po posiłku odczuwamy ciepło.
Teraz gdy zaczynamy popijać posiłek, zaczynamy nagle ochładzać ścianki żołądka i jelit, spowalniając cały proces trawienia. To nie wszystko jednak. Samo schłodzenie to tylko połowa problemu. Do trawienia potrzebujemy enzymów trawiennych, które częściowo znajdują się także w jedzeniu. To jest bardzo ważna informacja i wrócimy do tego przy omawianiu różnic pomiędzy tworami naturalnymi i syntetycznymi. Popijając posiłek powodujemy rozcieńczanie soków żołądkowych i enzymów trawiennych. Co dodatkowo utrudnia lub nawet uniemożliwia całkowite strawienie posiłku. Powoduje to zaleganie niestrawionego pożywienia w jelitach i problemy podobne jak w poprzednim punkcie.

Jedzenie owoców. Przed czy po posiłku ?

Niestety błędem jest sądzenie że owoce należy spożywać, po posiłku (czyli na deser). Owoce jako, że są to węglowodany, ulegają szybko trawieniu. Ponieważ jelito to nie autostrada z kilkoma pasami ruchu, więc nie istnieje tam wyprzedzanie. Jelito jest jak magazyn prowadzony metodą FIFO (First In First Out) – to takie porównanie dla osób zajmujących się gospodarką magazynową. W związku z tym zjedzenie posiłku głównego, a następnie owoców, powoduje zatarasowanie przez posiłek główny drogi w jelicie, którego owoce nie mogą wyprzedzić. Jak wiadomo owoce ulegają szybko fermentacji, co powoduje, że możemy mieć po takim posiłku wzdęcia, bóle żołądku lub zgagę. Dlatego owoce należy jeść przed posiłkiem (najlepiej 30-40 minut przed). Trawienie węglowodanów rozgrzewa żołądek i jelita do pracy, powodując że posiłek który dostanie się tam po owocach zostanie szybciej strawiony. Dodatkowo zjedzenie owoców wstępnie zmniejsza głód co w konsekwencji obniża nasze łaknienie i uczucie ciężkości po posiłku.

Dlaczego po posiłku często jesteśmy senni ?

Proces trawienia jest jednym z bardziej wyczerpujących energetycznie procesów realizowanych przez nasz organizm. Jest to też jeden z ważniejszych procesów. Dlatego podczas i po posiłku nasz organizm kieruje całą możliwą energię na trawienie. Z tej właśnie przyczyny czujemy się wyczerpani i senni. Oczywiście ktoś może tu zarzucić , że przecież jedzenie dostarcza nam energii więc nie powinno tak być. To fakt, tylko że jedzenie staje się energią dopiero po strawieniu, a to właśnie na trawienie idzie najwięcej energii. Oczywiście wszystko zależy też od ilości i rodzaju posiłku.

Nie jemy po godzinie 19:00

Wiem, wiem, wiem. Każdemu z nas kto do tej pory ostatni posiłek zjadał w okolicach godziny 23:00 lub nawet po północy (tak było kiedyś w moim przypadku) wydaje się nimożliwe, aby położyć się spać głodnym z pustym żołądkiem. Też tak kiedyś myślałem. Okazuje się jednak, że wszystko to jest tylko kwestią przyzwyczajeń. Nikt nie oczekuje też że z dnia na dzień przestawimy nasz tryb życia o 180 stopni. Wręcz odradzam takie eksperymenty. Długo nasz organizm przyzwyczajaliśmy do takiego działania i terapia szokowa może być tak samo groźna jak dalsze funkcjonowanie w ten sposób. Należy zacząć od przestawienia godziny ostatniego posiłku o godzinę i w między czasie kontynuować stosowanie innych zasad. Po tygodniu lub dwóch w zależności od tego jak reaguje nasz organizm na zmiany, przesunąć godzinę ostatniego posiłku o kolejną godzinę. Tam sposobem spokojnie możemy dojść do limitu nie jedzenia po godzinie 19:00. Dlaczego to jest takie ważne ?
Otóż nasze jelito musi odpoczywać. Przy posiłku około godziny 19:00 jelito pracuje jeszcze ok 4 godzin. Jeżeli nasz posiłek spożyjemy po północy to okaże się że gdy my już wstajemy rano to nasze jelito dopiero 2 godziny temu skończyło pracę i odpoczęłoby teraz. Ale my wstajemy i jemy śniadanie,więc chwila odpoczynku i znowu do pracy. Tym sposobem nasze jelito nie ma czasu odpocząć. Jeżeli ktoś nie je śniadania rano to może mu się wydawać, że jego jelitu odpoczywa. Niestety tak nie jest, gdyż podczas dostajemy masę informacji mniej lub bardziej stresujących, przez co nasze jelito wcale nie odpoczywa. Doskonałym przykładem wzajemnego oddziaływania stresu na jelito i żołądek jest sytuacja w której z powodu silnego stresu bez żadnego sensownego powodu dostajemy boleści żołądka lub biegunki. Za każdym razem gdy zbliża się egzamin w szkole, sesja na studiach, poważna rozmowa z pracodawcą lub zdarza się inna stresująca sytuacja, nasz organizm dostaje dziwnej choroby objawiającej się bólem brzucha i bieganiem do ubikacji co kilka minut. Tak samo (tylko w mniejszym stopniu, dlatego to bagatelizujemy) jest w przypadku codziennych stresów.
Dlatego też odżywienie się w taki sposób to  prosta droga do raka jelita. Teraz zastanów się czy twoja niechęć do zmian w Twoim życiu jest ważniejsza od Twojego zdrowia ?

Nie jemy tłustych posiłków przed 10:00

Wiemy już, że w trawieniu tłuszczy ważną rolę pełni żółć. Za sterowanie dostawami żółci odpowiada wątroba która odpoczywa i zaczyna pracować koło południa. Jeżeli więc chcemy rano zjeść coś tłustego, dobrze by było najpierw obudzić wątrobę do pracy. Z drugiej strony wątroba też musi odpocząć, więc albo posiłki tłuste będziemy spożywać dopiero po południu, albo możemy postarać się obudzić wątrobę, dając jej jednak czas na odpoczynek. Dlatego własnie godzina 10:00 jest optymalna godziną przed którą nie należy jeść tłustych posiłków. Jak obudzić wątrobę ? Na obudzenie wątroby doskonałym sposobem jest filiżanka (jeżeli ktoś woli to kubek) kawy przygotowanej w/g przepisu dr Kubata. (czytaj: przepis na zdrową kawę)

c.d.n.